sobota, 22 lutego 2014

Poranna kawa




Każdy z nas ma swoje małe codzienne rytuały. I o ile moja doba składa się głównie z chaosu, jest jedna rzecz, której staram się nie omijać i uczynić z niej pewien constans. Mogę wyjść z domu bez śniadania, mogę odpuścić makijaż, ale nie ma szans, żebym zrezygnowała z chwili przyjemności, którą daje pierwsza danego dnia kawa. 


Nie wiem dlaczego, ale w tym drobnym akcie picia porannej kawy jest coś magicznego. Pierwszy łyk łagodnie pobudza zmysły, ciesząc oczy, napawając węch, zastępując ciepło łóżka dotykiem gorącego kubka na koniuszkach palców, na smaku kończąc rozpoczęcie nowego dnia. Pierwszy łyk kawy zatrzymuje czas, bo pijąc momentalnie przestaję się spieszyć dokądkolwiek, nieważne, co mnie za chwilę czeka i jak bardzo jestem już spóźniona. To jedyna chwila w ciągu całego dnia, którą mogę w pełni i bez poczucia winy poświęcić sobie, skoncentrować się na minutach beztroskiej przyjemności. To czas lepszy niż jedzenie. Lepszy niż sen. Lepszy niż seks. Lepszy niż adrenalina. Najbardziej relaksujący moment dnia. Ale wszystko się kiedyś kończy. Ostatni łyk brutalnie otwiera oczy, szybki rzut oka na zegarek mobilizuje wszystkie siły do codziennego pędu. I tak wszystko jest w biegu, aż do następnej porannej kawy.

A.

P.S.
Ładna piosenka o kawie ;)

2 komentarze:

  1. To wyjaśnia inny constans - Twoje spóźnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tak samo z wódką.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...